Podróże Light&Fast,  Uncategorized,  Wielka Brytania

South West Coast Path – szlak dookoła Kornwalii

Oprócz relacji z mojej wycieczki tym szlakiem przedstawiam praktyczne informacje dotyczące jego przebiegu, wyglądu, trudności, biegania po nim, dostępu do wody i jedzenia oraz noclegów po drodze.

Szlak The South West Coast Path (SWCP) przebiega wzdłuż wybrzeża Półwyspu Kornwalijskiego przez hrabstwa Devon, Cornwall i Dorset. Jego długość wynosi 630 mil (1.014 km).
Tutaj opiszę tylko kornwalijski odcinek tej trasy zwany Cornish Coast Path – z Plymouth do Bude, bo tylko ten znam osobiście. Ja przemierzałam go z Plymouth do Bude.

Długość szlaku, oznakowanie i czas przejścia

Oficjalnie Cornish Coast Path liczy ok. 470 km. Początkowym punktem na południu jest Cremyll, miejscowość, do której piechurom najłatwiej dostać się małym promem z Plymouth. Podróż trwa ok. 10 minut i kosztuje 2 funty. Na północy miastem granicznym jest Bude, a jeśli chcemy być precyzyjni to granica hrabstwa Kornwalii znajduje się 15 km dalej na północ, w miejscu do którego nie prowadzi żadna droga.
W Cremyll trafiamy na pierwszą drewnianą tablicę ze strzałką z napisem Coast Path, po której następują dalsze już mniejsze tabliczki na słupkach, zazwyczaj wyglądające tak:

Nie są one rozstawione gęsto, ale dobrze widoczne. Duże słupki najczęściej stoją na kilka mil przed miejscowościami, a niskie z obrazkiem żołędzia – symbolu szlaku – przy większości skrętów, więc przydaje się mapa – zwykła papierowa lub w postaci aplikacji w urządzeniu z GPS. Ja korzystałam z apki Locus Maps Pro zainstalowanej w telefonie. Coast Path ma wiele takich rozwidleń i małych odnóg i nie przy każdej stoi oznakowanie, więc mapa podczas przejścia się przydaje.

Trudność szlaku i jego specyfika

Według aplikacji alltrails.com suma podejść na całym szlaku to ok. 11600 m. Mimo takich przewyższeń, na szlaku nie ma gór sensu stricte. Najwyższym punktem jest High Cliff – 223 m npm. W większość jednak ścieżka biegnąca górą klifu znajduje się jakieś 50-100 powyżej tafli morza. Trudność polega jednak na tym, że idąc szlakiem co chwila musimy przemieszczać się góra – dół. Wybrzeże Kornwalii poprzecinane jest wąwozami, rzekami, rzeczkami i strumieniami i szlak często schodzi w takie doliny, tylko po to by po przekroczeniu małego mostku wspiąć się za chwilę w górę na taką samą wysokość. Jeśli chodzi o nachylenie szlaku bywa bardzo stromo i tu też czai się trudność, dlatego bardzo przydają się moim zdaniem kijki trekkingowe oraz mocne mięśnie czworogłowe.

Teren

Tereny przez jakie prowadzi szlak są bardzo zróżnicowane – od ziemnych, wygodnych i dość szerokich ścieżek, przez te biegnące wśród traw przez pastwiska jako trawers klifu (nachylone z jednej strony, co przy dłuższym marszu można zacząć odczuwać w jednej stopie), a także bardzo kamieniste single tracki pełne mniejszych i większych kamieni a nawet głazów z błotem pomiędzy, jeśli akurat padało.
Jak już pisałam jest mnóstwo schodów, z reguły ziemnych lub zbudowanych z kamieni. Przy niektórych miejscowościach (kurortach) szlak biegnie po prostu plażą, wśród wygrzewających się na niej turystów, np. lub piaszczystą ścieżką po wydmach.

Dostęp do wody i jedzenia

Z tym raczej nie ma problemu, ponieważ szlak przebiega przez wiele miejscowości, aczkolwiek często bardzo malutkich. W niektórych z nich znajduje się sklep, ale czasem tylko plażowy bar, gdzie za oczywiście wyższą niż w sklepie cenę można się zaopatrzyć w wodę czy inne picie. Mówiąc szczerze, często brałam też wodę z kranu z umywalek w publicznych toaletach, których jest przy szlaku sporo. Parę razy też, kupując colę w barze, wodę dostałam za darmo. Za darmo też dawano mi wodę zawsze gdy o to poprosiłam mieszkańców domów znajdujących się przy szlaku.

Szlak przecina mnóstwo rzeczek i strumieni ale nie ryzykowałam brania stamtąd wody, dlatego że w zasadzie prawie wszędzie na szczytach klifów są pastwiska, więc woda może być po prostu zanieczyszczona.
Warto jednak zawsze picie przy sobie mieć, bo pokonywanie szlaku zajmuje często zaskakująco więcej czasu niż by się mogło zdawać ze względu na jego trudność.

Jeśli chodzi o jedzenie, patrz wyżej. Są sklepy (np. tani Spar albo nawet Lidl w Penzance) a czasem bary i sklepiki w kurortach. W budkach i barkach przy plaży warto spróbować tradycyjnego pieroga kornwaliskiego zwanego Cornish Pasty, a w kawiarniach tzw. cream tea.

To tradycyjne dania kuchni tego regionu. Z głodu się nie umrze. W razie wersji very low budget sierpniu można się też objadać po drodze jeżynami, które rosną przy szlaku.

Noclegi przy szlaku

Opcji jest kilka:
1) campingi
2) bed and breakfast
3) airbnb
4) na dziko

Mój plan zakładał spanie prawie wszędzie na campingu, ale deszczowe noce i cieknący namiot zweryfikowały założenia, więc kilka razy przespałam się pod dachem. Trzeba przyznać, że da się znaleźć całkiem tani pokój przez airbnb (ok. 8 funtów drożej niż camp), ale już B&B to konkretny wydatek minimum 50 funtów.
Campingi które ja odwiedziłam, były dość ubogie, jeśli chodzi o infrastrukturę. Z reguły składały się z pola namiotowego, camperowego i sanitariatów. Żadnych tam kafejek, sklepów, czy innych atrakcji jak u nas np. na Helu, więc na camping lepiej przybyć z własnym jedzeniem a nie liczyć, że coś się tam kupi. Ceny dla jednego backpackera bez samochodu to z przedział ok. 7-12 funtów.

Co do spania na dziko – oficjalnie jest zakaz. Namiot rozbity na dziko widziałam tylko dwa razy, raz był rozbity przez kogoś w załomie na półce skalnej a raz był to mój własny. Tak, spałam na dziko, bo w pobliżu nie było żadnego campingu. Nikt mnie nie przegonił a nawet nikt tamtędy chyba nie przechodził, bo miejsce było dość oddalone od popularnych kurortów. Często jednak można bardzo wcześnie na szlaku spotkać spacerowiczów z psami i biegaczy.

SWCP na lekko dla biegaczy

Część Cornish Coast Path przebiegłam, ale często musiałam po prostu iść. Wysokie, niekończące się schody, w górę i w dół, ostre podejścia i karkołomne zejścia. Często było tak, że wyrastały znienacka. Rozpędzasz się, biegniesz i nagle zonk… za zakrętem dzida do góry. Naturalnie nawet szybki marsz pod górę z kijkami albo bez to rewelacyjne ćwiczenie na siłę biegową. Po powrocie spędziłam weekend na bieganiu w Beskidach i mam wrażenie, że kornwalijska moc wstąpiła w me uda i łydki i po prostu nieźle wzmocniłam sobie tam nogi.
Jest też oczywiście sporo fragmentów biegowych, więc myślę że na fastpacking jest to teren idealny, zróżnicowany i ciekawy. Pewnie im lżej na plecach, tym biegnie się lepiej. Ja niestety miałam w ważącym 6-7 kg plecaku cały swój dobytek, więc jak wiatr przez klify nie mknęłam.

W Kornwalii można też podjąć ciekawe biegowe wyzwanie pod nazwą North Coast Challenge (At Your Pace), które polega na tym, że w dowolny piątek, wieczorową porą śmiałek może sam albo w zespole wystartować z punktu przy granicy Kornwalii i hrabstwa Devon w trasę liczącą 227 km, +7545 m, która ma swoją metę w Land’s End – na najbardziej wysuniętym na zachód cyplu Kornwalii. Trasę trzeba zarejestrować w urządzeniu z GPS, można korzystać z pacerów, a także supportu (zalecane). Obecnie rekord męski wynosi 40h 56 min i nie został pobity od 2013 r., a rekord kobiecy to 45h 13 min. Powiem szczerze, że trochę mnie to kusi, szczególnie że namiot mi przecieka więc może już lepiej lecieć przez tę Kornwalię non-stop bez spania.

Przydatne linki

Główna strona o SWCP: https://www.southwestcoastpath.org.uk/

Kalkulator odległości na szlaku: https://www.southwestcoastpath.org.uk/walk-coast-path/distance-calculator/

Ciekawa strona turystyczna: https://www.visitcornwall.com/

Kempingi w Kornwalii: https://www.pitchup.com/pl/campsites/England/South_West/Cornwall/

Wiarygodny serwis meteo dla regionu: https://www.metoffice.gov.uk/

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.