samotny biegacz w lesie
Na Szlaku

Bezpieczeństwo na szlaku czyli play safe!

To że jesteś fastpackerem nie znaczy, że uciekniesz niedźwiedziowi.
Bezpieczeństwo to jedna z kluczowych spraw podczas wyprawy, szczególnie solowej. Ruszamy w podróż z założeniem, że świat jest piękny a ludzie dobrzy, ale warto być świadomym zagrożeń. A są nimi przede wszystkim: inni ludzie, zwierzęta i Matka Ziemia.

Ludzie
Ludzie spotkani na szlaku mogą być zbawieniem albo przekleństwem. Do tej pory (tfu, tfu) trafiałam podczas wypraw na same dobre dusze, tak zwanych trail angels, ale jestem świadoma, że po szlakach albo w ich pobliżu przemieszczają się też osoby mające złe, a nawet bardzo złe intencje. Mówiąc szczerze, tego zagrożenia obawiam bardziej niż zwierząt czy żywiołów, ponieważ człowiek bywa nieprzewidywalny.
Naturalnie ten punkt dotyczy bardziej samotnie podróżujących kobiet, bo to one są przede wszystkim narażone na atak ze strony jakiegoś psychopaty, ale o środkach bezpieczeństwa, które mogą nam tu zapewnić ochronę powinien pomyśleć każdy.


Zwierzęta
Wiadomo, pierwszy zwierzak, który przychodzi mi do głowy, gdy myślę o zagrożeniu ze strony zwierząt na szlaku to niedźwiedź. Na spotkanie z nim też warto się przygotować – chociażby poczytać na wiarygodnych, fachowych stronach www na temat tego jak się zachować w razie konfrontacji z misiem.
Nie podróżowałam jeszcze w rejonach, gdzie mogłabym przybić na szlaku piątkę z jakimś kotowatym, tarantulą czy skorpionem, ale ogólnie sądzę, że lokalne zwierzaki to aspekt, który warto wziąć pod uwagę szykując się do wyprawy czyli sprawdzić, kogo możemy napotkać na swojej drodze i na czyje terytorium wkraczamy.

niedźwiedzie w lesie


Matka Ziemia
Dobra, kochana, ale potrafi się wkurzyć. Piękne słońce w górach może jak wiadomo w mig ustąpić miejsca burzy, wichurze i innym zagrożeniom, których skala rośnie wraz ze skalą trudności i niedostępności terenu, w jakim się poruszamy. Zresztą samo słońce w nadmiarze też potrafi być zagrożeniem, jeśli zapuścimy się w odległy teren i na przykład skończy nam się woda.
Niebezpieczne sytuacje nie muszą mieć zresztą miejsca w ekstremalnie trudnym terenie. Przykład – moja wyprawa do Kornwalii. Był to bardzo wietrzny dzień z ulewnym deszczem. Na szlaku pustki, a ja biegłam przed siebie klifami wzdłuż brzegu. W pewnym momencie ścieżka zaczęła prowadzić trawersem stromego zbocza – była wąska na dwie stopy, lekko pochyła i śliska od wody, a wiatr wiał w kierunku spychającym mnie w dół – prosto na skały wyrastające przy brzegu z morza (klif wyrastał jakieś 80 m w górę npm). Dopiero po paru minutach zdałam sobie sprawę, że jeden mocny podmuch i za chwilę mogę znaleźć się tam na dole, gdzie nikt absolutnie mnie nie znajdzie przy tej pogodzie. Z pełnymi gaciami zawróciłam i zrobiłam obejście szlaku pierwszą bezpieczną drogą, jaką znalazłam.


Jak się chronić przed tymi wszystkimi zagrożeniami?

  1. Pierwsza metoda jest najprostsza i nie wymaga technologii – po prostu zachowaj czujność. Oczy i uszy szeroko otwarte to podstawa na szlaku, szczególnie w odludnym terenie. Odpuść słuchanie głośnej muzyki przez słuchawki. Obserwuj i nasłuchuj odgłosów lasu – być może zdążysz się wycofać, zanim zwierz wpadnie na pomysł bliższego spotkania z tobą. Obserwuj ludzi z którymi mijasz się na szlaku, postaraj się wyczuć ich intencje, patrz na mowę ciała. Sprawdź prognozę, szczególnie gdy zapowiadają się ciężkie warunki.
  2. Ucieczka. Hej, jesteś fastpackerem – w razie zagrożenia uruchom wszelkie pokłady siły i włącz tryb flight i po prostu uciekaj. Dobre przygotowanie do wyprawy oznacza, że masz dobrą kondycję i szanse, że zwiejesz przed zagrożeniem (chociażby przez burzą którą zwiastują ciężkie chmury na horyzoncie), są całkiem spore.
  3. Bardzo głośny gwizdek – to taki drobiazg, który zawsze mam przy sobie. Kupiłam go, bo bardzo często znajduje się w wymaganym wyposażeniu zawodników górskich ultramaratonów, w których startuję. Gwizdki ratunkowe potrafią osiągać głośność nawet 150 decybeli i są słyszalne z dużej odległości.
  4. Zainwestuj w live tracking z GPS czyli możliwość śledzenia twojej pozycji przez inne osoby mające link do takiego trackingu – rodzinę, znajomych, itd. Są firmy, które odpłatnie udostępniają takie urządzenia pozycjonujące na bazie sygnału satelitarnego i to jest najpewniejsze rozwiązanie. Jeśli przebywamy w miejscu, gdzie wiem, że taki zasięg będzie – możemy korzystać z trackingu oferowanego nawet przez google maps. Wiem, że na każdą kolejną wyprawę też zaopatrzę się w lokalizator GPS.
  5. Miej przy sobie telefon z włączoną lokalizacją i wgraną aplikacją ratunkową oraz ładowarkę. W Polsce wgrywamy aplikację Ratunek, alarmującą natychmiast GOPR albo TOPR o naszej pozycji w razie wysłania wezwania. Za granicą działają analogiczne aplikacje albo telefony ratunkowe i wyjeżdzając do innego kraju na wyprawę sprawdzam zawsze pod jakim numerem mogę się połączyć ze służbami ratunkowymi.
  6. Jeśli nie śpimy na dziko tylko na przykład w schronisku, na campingu albo w hostelu, kolejnym nietechnologicznym sposobem zapewnienia sobie bezpieczeństwa albo przynajmniej szybszego odnalezienia w razie problemów jest po prostu poinformowanie właścicieli miejsca noclegowego, dokąd się udajemy albo wpisanie się do książki wyjść, jeśli taka jest dostępna.
  7. W fastpackingu chcemy, żeby plecak był jak najlżejszy, ale naprawdę warto poświęcić trochę gramów i zabrać ze sobą zestaw pierwszej pomocy. Bandaż, lek przeciwbólowy, coś do dezynfekcji i nóż to moim zdaniem podstawowe rzeczy, które zawsze warto mieć ze sobą.
  8. Ubezpieczenie (najlepiej górskie) – polisa bezpieczeństwa nam nie zapewni, ale w razie wypadku i konieczności leczenia pozwoli uniknąć czasem gigantycznych kosztów (patrz akcja ratunkowa za granicą z użyciem helikoptera). Warto znaleźć taką polisę, która obejmuje poruszanie się poza szlakiem lub sporty ekstremalne jak na przykład wspinaczka, czyli o szerszym zakresie niż standardowe ubezpieczenie turystyczne

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.